To materiał wyjątkowy także pod względem procesu powstawania. Jeszcze w ubiegłym roku artysta pracował nad zupełnie innym zestawem utworów, jednak na początku tego roku podjął radykalną decyzję, by odłożyć cały projekt i zacząć od nowa. W ciągu zaledwie 2,5 miesiąca napisał i nagrał dziewięć całkowicie nowych piosenek, które ostatecznie złożyły się na album „Piękne mam sny”. To płyta o tym co dzieje się pomiędzy ciszą a hałasem codzienności. O ucieczkach we własną głowę, o nocnych myślach, o relacjach, tęsknocie i momentach które zostają z człowiekiem na całe życie.
Decyzja o wydaniu albumu tylko z jednym singlem zapowiadającym była świadoma. W czasach ciągłych teaserów, „fragmentów” i przewidywalnych premier Rubens postanawia oddać słuchaczowi album w całości i zaprasza tym samym do wejścia całym sobą w tą opowieść.
Jak sam określą Rubens - „nie podoba mi się dzisiejszy trend „spoilerowania” prawie całej płyty przed jej premierą. Artyści wydają 7 singli przed premierą i w dniu premiery poznajemy 2-3 najsłabsze piosenki, które nie były singlami. To nie dla mnie.”


