Po entuzjastycznie przyjętym, wyprzedanym koncercie w londyńskiej Brixton Academy, zapowiedzi trzeciego albumu „Warning Signs”, który ukaże się 15 stycznia oraz ogłoszeniu imponujących planów koncertowych na 2027 rok, James Marriott ani myśli zwalniać tempa. Artysta prezentuje właśnie swój najnowszy singiel „Lovestruck”, który jest już dostępny we wszystkich serwisach.
„Lovestruck” to energetyczny utwór, który eksploduje w pełnym euforii, barwnym refrenie. Mroczniejsze, gitarowe zwrotki spotykają się tu z wyrazistą popową wrażliwością, pewnością siebie i charakterystyczną dla Jamesa zadziornością. Piosenka opowiada o brawurze i ekscytacji towarzyszących zauroczeniu, które szybko komplikują się, gdy okazuje się, że obiekt uczuć może być już w związku. To połączenie emocjonalnej otwartości z dobrze znanym fanom Marriotta lirycznym pazurem. Szczery i bezkompromisowy, „Lovestruck” nie boi się odsłaniać emocji.
„Napisałem pierwszą wersję «Lovestruck» kilka lat temu” – opowiada James. „Początkowo był to cięższy, elektroniczny numer z syntezatorowym basem, a w refrenie wykrzykiwałem: «which one of you fuckers wants your bank robbed»! Później odłożyłem ten kawałek na jakiś czas, aż pewnego dnia słuchałem «1979» The Smashing Pumpkins i pomyślałem, że warto do niego wrócić. Tekst opowiada o pewności siebie, która pojawia się, kiedy kogoś poznajesz, i o ego, które w takich sytuacjach potrafi urosnąć – tylko po to, żeby okazało się, że osoba, którą jesteś zainteresowany, jest już w związku z kimś, z kim, zdaniem bohatera piosenki, wcale być nie powinna. Spędziłem wiele godzin, próbując zastąpić wers «which one of you fuckers wants your bank robbed», ale nic innego nie działało równie dobrze. Dla mnie to bardzo szczera piosenka.”
Premierze singla towarzyszy również oficjalny teledysk. „Chciałem, żeby szczerość tej piosenki znalazła odzwierciedlenie także w teledysku. Przez kilka dni uczyłem się tańczyć – raczej kiepsko – a pomysł na klip stylizowany na jedno ciągłe ujęcie sprawił, że ten teledysk mocno różni się od większości moich wcześniejszych. Uwielbiam zarówno klip, jak i samą piosenkę!” – dodaje James.
James wyruszy także w ogromną trasę koncertową obejmującą 47 koncertów w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Europie. Będą to jedne z największych występów w jego dotychczasowej karierze. Wiele koncertów zostało już wyprzedanych, a ogromne zainteresowanie sprawiło, że część wydarzeń przeniesiono do większych obiektów oraz dodano kolejne daty. Jednym z najważniejszych punktów trasy będzie wyjątkowy koncert w londyńskiej OVO Wembley Arena, 9 kwietnia. Podczas trasy koncertowej artysta odwiedzi też Warszawę – z polskimi fanami spotka się 7 maja w Progresji.
Poprzedni singiel „Burn Down The Disco” spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem i już w tygodniu premiery został wybrany przez BBC Radio 1 „Track Of The Week”. Teraz tę samą ścieżkę kontynuuje „Lovestruck”, który również otrzymał tytuł utworu tygodnia stacji.
Album „Warning Signs” powstawał w okresie wyjątkowego rozpędu w karierze Jamesa. Po sukcesie drugiej płyty „Don’t Tell The Dog”, która dotarła na 1. miejsce brytyjskiej listy albumów, oraz debiutanckiego „Are We There Yet?” z 2023 roku, który osiągnął 17. miejsce zestawienia, artysta spędził ostatni rok, grając dla coraz większej publiczności w Wielkiej Brytanii i na całym świecie. Występował m.in. na festiwalach Reading & Leeds, Latitude, Lollapalooza i Electric Picnic, jednocześnie grając własne koncerty w Wielkiej Brytanii, Europie, Ameryce Północnej oraz Australii. Jego październikowa trasa po Australii została w całości wyprzedana. Niezwykle intensywny 2025 rok zakończył dwoma wyprzedanymi koncertami w londyńskim Roundhouse, po czym wrócił do studia, by rozpocząć pracę nad materiałem, który ostatecznie stał się albumem „Warning Signs”.
Na 11 utworach składających się na „Warning Signs” James prowadzi słuchaczy przez kolejne etapy relacji: od ekscytacji i napięcia związanego z rodzącym się pragnieniem, przez zawrotne momenty obsesji, aż po emocjonalny upadek i konsekwencje rozpadu związku. W centrum całego albumu znajduje się fascynacja Marriotta tą krótką chwilą, w której piosenka nagle zaczyna tworzyć spójną całość – momentem, gdy wszystko wskakuje na właściwe miejsce i wydarza się prawdziwa „popowa magia”.
„Dla mnie ten album opiera się właśnie na takich momentach” – wyjaśnia James. „Żeby piosenka naprawdę utkwiła mi w głowie, musi pojawić się chwila, kiedy myślę: «O tak, to jest niesamowite». Na każdym utworze z tej płyty potrafię wskazać coś, co wywołuje we mnie właśnie takie uczucie.” „Warning Signs” pokazuje Jamesa Marriotta w jego najbardziej wyrazistej i wciągającej odsłonie: surowej, romantycznej, euforycznej i emocjonalnie nieskrępowanej. W momencie, gdy jego koncerty i działalność na żywo wchodzą na kolejny poziom, James prezentuje się jako artysta, który jeszcze nigdy nie był tak pewny własnej muzycznej tożsamości.
